Nie krzyżujcie mi papryki!

Odkąd ludzkość sięga pamięcią oraz dłutem, warzywa i owoce to były te dobre witaminki. Trafiłem kiedyś na argument przemawiający za dietą opartą na „warzywkach” – i pamiętaj, co babcia mówiła jak skończyłeś jej najlepszy pod słońcem kotlet, „zjedz warzywka”. U mnie mówiła to mama. Babcia miała miażdżycę a mama potrafi wyleczyć cukrzycę typu II w krótkim czasie.

Zaciekli obrońcy produktów odzwierzęcych pytają – jak można jeść same warzywa (warzywa, owoce, orzechy, zioła w tysiącach kombinacji, dodaję) i nie być np. niedożywionym? Ja pytam – jak można być niedożywionym, gdy się je tylko to, co dobre, zdrowe, eliminując jedynie to, co dla konkretnego organizmu niezdrowe? I jak to jest, że ludzie, którzy żywią się w znaczącej części roślinami przestają regularnie odwiedzać lekarzy, chyba, że coś sobie złamią?

Istnieją nacje, żyjące w ogromnej większości o roślinach i wodzie. Można zapytać zatem, dlaczego nie żyją po 150 lat? Czynników wpływających na długość życia jest przecież więcej. Również samo to, że mają do tej żywności, wody jak i samej wiedzy o żywieniu często ograniczony dostęp. Są również badania, a nawet konwencjonalni lekarze przekonujący do zmiany diety, aby wyeliminować problemy zdrowotne. Plus ruch, czas spędzony z najbliższymi. I to ma być recepta na zdrowie. Czy to rzeczywiście ponad możliwości współczesnego człowieka? Dajcie spokój… A mając problemy z takimi podstawami, mocno wątpię w słuszność decyzji, jakie masy podejmują wybierając często tańszą, ale i szkodliwą żywność, wzbogacając tym samym ludzi, którym na ostatnim miejscu zależy na naszym zdrowiu, dopóki żyjemy i możemy jeść to, co produkują.

Tutaj wchodzi papryka. Aby żywić się optymalnie, potrzebujemy bardzo obszernej wiedzy o roślinach, organizmach jako takich i człowieku. Piszę tutaj już o kolejnym kroku, bo po co zatrzymywać się na lepiej (wege), gdy można organicznie a wymaga to jedynie spojrzenia jeszcze odrobinę szerzej. I choć postępu w żywieniu doświadczamy niemal codziennie, należy go ukierunkować na rolnictwo ekologiczne, jako ratunek dla krytycznych zagrożeń, jakie w pośpiechu stworzyliśmy i ekologicznych katastrof, których już staliśmy się przyczyną. Samo nasze mięsożerstwo z dobrobytu jest już katastrofą ekologiczną. Tak, poważnie. Kwestie moralne możemy teraz zostawić całkowicie na boku.

Zachowanie roślin w ich niezmienionych formach (i żywienie się nimi), zdroworozsądkowo, pozwoli zrozumieć nam szerzej funkcjonowanie ich w naszych organizmach w przyszłości, gdy przeciętny wiek człowieka mającego dostęp do takich produktów oraz wody pitnej będzie wydłużony do 120-150 (por. Tombak) lat. Zmieni się przecież nasza wiedza, poziom technologiczny, będziemy w stanie pojąć w pełni i od kuchni powiedzenie „jesteś tym, co jesz”.  Jednak, czy osiągnięcie 150 lat jest możliwe na przetworzonej żywności i popularnej, krótkowzrocznej medycynie? Popularnej, nie tradycyjnej, ponieważ dawniej ludzie leczyli się głównie ziołami, z których część jest traktowana dziś jak chwasty a część w całości wyniszczono. A wszystko, co na tej planecie żyje, ma, nieelegancko rzecz ujmując – zastosowanie (może z wyjątkiem komarów).

Startując w kosmos rakietą, której nie znamy, istnieje wielkie prawdopodobieństwo porażki już na starcie. Poznajmy ją lepiej i walczmy z tymi, którzy wsadzają nas w rakiety wiedzy i doświadczenia precyzyjnie wycelowane do aptek i ich portfeli.

Papryka

Nie krzyżujcie mi papryki!

Dodaj komentarz