Woodstock 2011

Był to jeden z najważniejszych wyjazdów w moim życiu. To tam poznałem wiedźmę Annę. Wyjechałem z ramienia Stowarzyszenia, z którym współpracowałem. Tak, jak Anna. Jednocześnie, był to najprawdopodobniej ostatni wyjazd na tego typu masową imprezę. Klimat z filmów o muzyce, muzykach i ich opowieści minął. Przyszły kolorowe Allegro, Carlsberg z x-pakami piwka i jakoś dało się odczuć, że w Woodstocku zaczęła liczyć się ilość. Piwka, ludzi, kolorów, różnorodności, pieniędzy. I nawet ta różnorodność musi być atrakcyjna, inaczej zostanie pominięta, jak fakt, że sikając na ciasnym polu namiotowym, najprawdopodobniej sika się na czyjś namiot, miejsce w którym ktoś je, śpi. Mam i takie zdjęcia.
Tej „komercjalizacji” nie było czuć kilka lat wcześniej – wiem z opowiadań ludzi, których spotkałem, którzy przyjeżdżają najprawdopodobniej dalej co roku. Z przyzwyczajenia, z możliwości spotkania znajomych, nawalenia się i snucia wspomnień. Pośród ogromu pozytywnej energii i ogromnej otwartości ludzi, był to wielki pseudo – wolnościowy pierdolnik. Zdominowany przez alkohol, „co gdzie popadnie” i „mam to w dupie, jestem na Woodstocku”. Niby interesująca perspektywa, ale odrzucające doświadczenie. I raczej nie przekonają mnie do powrotu fantastyczne miejsca dla sztuki czy Krisznowców, z super jedzonkiem, tańcem, wykładami. Zbyt smutny jest pełny obrazek. Choć mam nadzieję, że tego w zdjęciach nie widać, bo nie zaprzeczę przecież temu, że momentami bawiłem się tam świetnie i czułem rozpierającą energię siedmiuset tysięcy ludzi.

Link do zdjęć – Pragski.net

Woodstock 2011

Dodaj komentarz