Praekologiczny burak z gospodarstwa Travnik

Dlaczego nie chcemy certyfikatu EKO?

Pojawiły się pytania o certyfikat ekologiczny. Stworzyliśmy poniższą listę, aby odpowiedzieć dlaczego go nie mamy i…
nie chcemy mieć.

Lista

– Prowadzimy malutkie gospodarstwo, wprowadzamy własny protokół praekologiczny.

– Certyfikacja to dodatkowy koszt, którym nie powinien być. Żywność wolna od chemii to fundament, nie dodatek.

– Uprawiamy metodami wykraczającymi poza wymogi certyfikatu z listkiem. Np. siejemy i zbieramy ręcznie oszczędzając roślinom kontaktu z maszynami i spalinami.

– Prowadzimy gospodarstwo otwarte. Można przyjechać i zobaczyć jak uprawiamy. Poza tym, publikujemy materiały z naszych działań, działamy na rzecz rozwoju świadomości ekologicznej. W ramach programu Reintrodukcji Starych Odmian jesteśmy kontrolowani na używanie środków ochrony roślin.

– Ponieważ mamy uzasadnione obawy. Mojemu znajomemu proponowano certyfikację jego upraw na karygodnych zasadach.

– Retoryka certyfikacji jest bardzo twarda. Zamyka drogę nawet do tego, byśmy mogli powiedzieć, że uprawiamy ekologicznie – takie stwierdzenie jest złamaniem prawa… gdy nie mamy certyfikatu.

Dorzucić można argumenty o kolejnej biurokratycznej machinie, którą trzeba przecież utrzymać.

Zdroworozsądkowo, to uprawiający nieekologicznie powinni płacić za lanie chemii i sztucznie pompowane zbiory – na fundusz zdrowotny.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.