Krótka rozkminka o przyszłości

Pomimo prób utrzymania otwartej głowy, już teraz nie nadążam. Osiągnięcia nauki i różnorodność nowych technologii stają się ciekawostkami, których nie mam czasu poznać. Jak długo, w tak szybko zmieniającym się świecie, nadążę choćby za nimi? Czy jeśli dożyję osiemdziesiątki, a moje nienarodzone dzieci sprowadzą na ten świat moje wnuki,będą one mówić kompletnie innym kodem językowym? Czy np. powstanie język oparty na programowaniu, który pozwoli im, ultra wydajnym specjalistom od technologii, zupełnie wyeliminować potrzebę używania “normalnej” mowy? Jak bardzo będą zaawansowani technologicznie? Czy będą jeszcze ludźmi z krwi i kości, czy hybrydami organicznej tkanki i elektroniki? A może czegoś kompletnie innego?

Jestem z pokolenia, które rozpoczęło cyfrową przemianę, erę masowego podłączania ludzi pod maszyny. Co w przykry sposób komplikuje trochę sprawę przyszłego dopasowania do tego świata. Jesteśmy pokoleniem, które wykształciło się jeszcze w czasach przejścia. Mój pierwszy aparat nie był cyfrowy, moje zabawki nie potrzebowały nawet baterii. Najmłodsi widząc taśmę filmową mogą mieć problem ze zrozumieniem jej epoki. Wartości. Żyjemy w czasie rewolucji, która w najbliższej przyszłości opierała się będzie na technologiach, które już dziś ledwie rozumiemy. Informacja jest już dla większości głównie dezinformacją, także powoli stajemy się zależni od technologii, z którą przegraliśmy na starcie. My, i wizja wolnego świata. Nafaszerowaliśmy się czujnikami i mikrofonami, coraz chętniej przyjmując wszystko co nowe pod dach. Bez pytań. Dają nam nowe moce, ale ogromnym kosztem z załączonym rachunkiem, którego nie będziemy potrafili uregulować. Kompletnie nie znamy ludzi, którzy to produkują, wszystkich ich zamiarów, pobudek. Wiemy tylko, że robią na tym pieniądz, swoją drogą, coraz bardziej wirtualny. Dostarczenie rozrywki i udogodnień, w świecie, gdzie każda informacja o nas ma wymierną wartość w pieniądzu to na pewno nie jedyna rola technologii. Kontrola jest najprawdopodobniej jej nadrzędną funkcją.
Z dziewiętnastowiecznego myślenia o świecie, wyobrażeniach o powojennej przyszłości bez granic, postsowieckim czasie uczciwości i swobody, wbiegliśmy w zalewającą nas tonami informacji erę rozwoju z dnia na dzień. Z godziny na godzinę. Oślepieni tym bogactwem, zahipnotyzowani szumem i zmęczeni ciągłym odbiorem kompletnie nie dostrzegamy, jak łatwo udało nam się oddać prywatność naszych domów, naszych rozmów, naszej intymności. Dzielimy się tym tylko po to, aby się dzielić. Coraz szybciej i więcej. Nie pozostawia to już wiele czasu na realną aktywność, prawda? Potrzebujemy odpoczynku i wytchnienia, nie problemów i rewolucji. Poza tym, mamy ich pod dostatkiem. I problemów i rewolucji.

A nigdy w znanej nam historii ludzkość nie miała tak ogromnej szansy na to, aby wyznaczyć sobie wspólnie drogę i bezpiecznie, wspólnymi siłami ruszyć na wyzwania, jakie czekają nas w kosmosie i kolejnej erze rozbiegających się po wszechświecie drobinek pyłu. Staliśmy się jednym gatunkiem, Ziemianami. Zrozumieliśmy też, że duma z urodzenia się pod określonymi współrzędnymi jest jak duma z tego, że się ma więcej niż trzy palce u stopy. Po co nam w ogóle jeszcze palce u nóg? Moglibyśmy mieć coś fajniejszego, najlepiej bez paznokci, bo skracanie ich to kompletnie idiotyczna sprawa, pochłaniająca niepotrzebnie czas. Za kilkanaście lat, jakieś nowe modele, oczywiście w pełni zsynchronizowane ze Wszechwszystkim.

Nasze mózgi wytrenowane zostały do przyjmowania świata według reguł dość sztywnych i ograniczających. Tak działają wciąż nasze systemy oświaty. Przygotowują do wypełniania określonych ról, głównie na potrzeby wielkich korporacji.
Nasi rodzice i dziadkowie już gubią się w teraźniejszości. My dopiero się budzimy, zadłużeni przez własny kraj na sumy, których możemy przez życie nie oszczędzić. Dostrzegamy, w jak groteskowym miejscu żyjemy. Jak ultra szybko zmienia się otoczenie. Ale to wciąż niewiele zmienia w praktyce. Siły działające na Ziemi są potężne a indywidualna świadomość wobec nich to tylko ziarno na pustyni. Zanim obudzimy się z tego globalnego talk-show, nasze wnuki będą porozumiewały się z prędkością myśli poprzez oprogramowanie zintegrowane z tkankami. My będziemy tylko mogli zastanawiać się “kiedy to wszystko się wydarzyło?”. Zastanawiam się, czym się będę wtedy zajmował. Tomek w świecie nadludzi. Rok 2050. Na pewno kot Lucyfer, którym się opiekuję byłby w przyszłości okropnie nudny! Nie świeci i w ogóle, jakiś taki włochaty. I czas zajmuje.
Być może doczekamy cyfryzacji człowieka, integracji z technologią, stworzenia nowego gatunku. Nie możemy tego wykluczyć, zatem dobrze jest chociaż przez krótką chwilę zastanowić się nad konsekwencjami dla tych, którzy z jakiegoś powodu pozostaną w starym “systemie”. Nad zmianami w mentalności i funkcjach człowieka, jego obecności w tej przedziwnej rzeczywistości. Taka podróż w przyszłość może zaprowadzić w ciekawe miejsca.

Świat, którego rzeczywistość była zarezerwowana dla sci-fi, a który w dużej mierze może być przez dzisiejsze sci-fi ukształtowany. Wciąż brzmi to nierealnie, prawda? Jednak szybciej pracujące mózgi, dobrze wytrenowane i super wydajne ciała, wyjątkowo sprawne procesory, bio-komputery zintegrowane z ludzką tkanką to już tylko kwestia czasu. A wciąż, nawet dla nas, nieobecność. Nie odczuwamy tego jeszcze. Nie zastanawiamy się jeszcze nad tym, czym jest integracja z maszyną, okablowanie człowieka modyfikacje daleko wykraczające poza to, co dziś przyjmujemy za normalne i “dozwolone”.

Technologia zmienia człowieka odkąd ten podjął wyzwanie i zaczął używać kreatywności na co dzień. Tempo globalnych zmian nie jest już liczone w setkach czy dziesiątkach lat. To miesiące są decydujące. Czasami szybkie decyzje polityczne, wynalazki. “Upgrade” człowieka dokonuje się na naszych oczach. Nawet jeśli teoria ewolucji jest bzdurą a globalny poziom duchowości leży, mamy szansę wejść na wyższy poziom dzięki technologii. Ale jest to też ogromne zagrożenie. Jest ona w stanie doprowadzić nas do upadku, a już teraz włada codziennością człowieka. Wygląda na to, że zbyt szybko, zbyt mało rozważnie postępujemy. Być może kolejna generacja / forma życia wyciągnie coś z naszej historii. Może to jak postąpiliśmy będzie lekcją ocalenia. Również duchowego. O ile się nie wyparujemy wszyscy, wysadzając całą planetę.

Czy dziś, w tym pędzie nie zabraknie czasu na opanowanie zagrożenia, jakim człowiek stał się m.in. poprzez swoją manię bezmyślnej konsumpcji? Czy dzięki technologii będziemy w stanie zatrzymać niebezpieczne procesy degradacji środowiska lub w porę uciec z planety, która do tej pory jest jedyną znaną możliwością naszego przetrwania?

Przywołuję w pamięci filmy z serii Star Trek, Planeta Małp – fantastyka, która wyjątkowo precyzyjnie określa zagrożenia, jakie sprowadzamy swoją krótkowzrocznością i pychą. Biernością i przekonaniem, że na wszystko jest czas, że ode mnie nic nie zależy, bo wszystko dzieje się “gdzieś tam”. Czy tak ciężko jest dostrzec w nich przekaz i dokonać prostych zmian w codzienności, aby dosłownie – uratować gatunek, planetę i móc w pełni cieszyć się z nowoczesnej wizji ludzkiego życia?

Szysz

Szysz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.