Nieuleczalni

To jedna z tych chwil, które chce się odwlekać w nieskończoność. Przygotowując się do  śmiertelnie poważnej rozmowy na temat nowotworu, zapisuję…

Pewien scenariusz.

Pojawia się guz, lekarze mówią, że jeszcze nie wiadomo, co to, jeśli nowotwór, może nie złośliwy. Trzeba mieć nadzieję. Może będzie dobrze. Trzeba czekać… Są wyniki- jednak coś nie tak. Robią kolejne badania, by potwierdzić, upewnić się. Jeszcze nic nie wiadomo na pewno. Trzeba o tym za dużo nie myśleć, nie zadręczać się. Nie gadać. Może będzie dobrze. Jest diagnoza- nowotwór, złośliwy/ nie, wykryto przerzuty/ jeszcze nie dał przerzutów. Trzeba zadecydować: operacyjny, czy nie, chemioterapia pomoże, czy nie. Może będzie dobrze. Mówi się, że trzeba żyć.

Pomimo niepojętego dla mnie kultu słowa „może” w przypadku leczenia chorób tego typu i wmawiania w, koło, że nie ma sensu za dużo się nad tym zastanawiać, na szpitalnym oddziale, wśród pacjentów i lekarzy czuć zatrważające poczucie przegranej.  Lecz nikt nie przyzna, że system leczenia nowotworów nie działa, ani lekarz, ani rodzina, ani pacjent, ani przyjaciele. System dziurawy i niedziałający, a jednak perfekcyjny system, katowany od lat jest na tym polu nie do zagięcia.

Nieuleczalne

Nieuleczalność jest dręczącą wizją, o której nie mówi się na głos. Pojęciem usnutym z ludzkiej niemocy i braku wiedzy. Stare mechanizmy leczenia nie działają! Wszyscy czują tę bezsilność i wszyscy wiedzą. Nadal jednak postępuje się zgodnie z jednym, zardzewiałym schematem. Oburza mnie taka postawa. Dorośli i odpowiedzialni ludzie, zamiast powiedzieć „nie wiem, nie potrafię ci pomóc” mówią- „nieuleczalne”. I pomimo, że mówią „nieuleczalne” nadal używają niedziałających narzędzi, katastrofalnie ingerując w organizmy „nieuleczalnych”. Jakim prawem?
A gdy już „ostatnie kroki” zostaną podjęte, węzły chłonne wycięte, a organizm zniszczony doszczętnie, człowiek zostaje bezsilny, zmarginalizowany, skazany. Marne szanse, że jakiekolwiek metody zadziałają, gdy medycyna konwencjonalna zostawi z człowieka wrak. Choremu nie potrzeba ani więcej pocieszycieli, ani współczucia, trzeba dać mu możliwość spojrzenia prawdzie w oczy i dokonania świadomej i samodzielnej decyzji.

Rozwiązaniem jest zrozumienie. O nim wkrótce.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.