O wiedzy o żywieniu

Nie lubię, jak coś mi się próbuje wmówić, gdy mam uzasadnione podstawy sądzić, widzę, odczuwam i myślę, że jest inaczej.
W XXI wieku jak nigdy wcześniej, informacja jest potęgą, sterowanie świadomością ludzi – niewyobrażalną górą pieniędzy. I tak właśnie m.in. funkcjonuje dzisiejszy przemysł zwierzęcy.
Istnieją już badania i liczne dowody na szkodliwość produktów tego przemysłu. Żyją weganie zdolni do wyczynowych wysiłków ze wspaniałymi wynikami medycznymi, ludzie leczący choroby jedzeniem i ruchem. I choć coraz silniejszy jest to nurt i coraz więcej ludzi zaczyna pojmować, jak złym jest zaufanie do modelu żywienia z reklam, nawet weganie nie rozumieją często, że odrzucenie produktów odzwierzęcych jest zwyczajnie dużo zdrowsze. Kompletnie pomijając aspekt moralny.  Co więcej, szczególnie gdy zmiany wiążą się z innymi np. zamontowaniem filtra odwróconej osmozy, jedzeniem organicznych warzyw i owoców. Jeszcze więcej? Jedzenie nieprzetworzone może leczyć. Czego na pewno nie da się powiedzieć o tradycyjnych modelach żywienia, mięsie i… wszystkich produktach odzwierzęcych. Nawet dopuszczone do diety minimalne spożycie powinno angażować dużą dawkę ruchu i cykliczne badania, aby bezmyślnie nie zwiększać ryzyka zachorowań na tzw. choroby cywilizacyjne.
Problemem jest też zaufanie, którym obdarzamy lekarzy mających na wszystko tabletki, a nie ingerującym w podstawy wiedzy i odżywianie pacjenta. Często wręcz utrwalających nas w złych nawykach. Chcąc ostatnio zrobić ogólne badania (po ponad roku na diecie roślinnej), miałem ogromny problem, by uzyskać potrzebne skierowania od lekarza (w prywatnej placówce). Skończyło się na kierowniku kliniki i odrzuceniu 2 z 18 punktów kontrolnych na podstawie lekarskiego widzimisię. Im na prawdę nie zależy na tym, byśmy byli zdrowi. Zbyt dużo na naszych chorobach można zarobić!

Przykład: mleko. Trucizna, którą kojarzymy z filmów zabija szybko. Gdybyśmy ją postawili obok szklanki mleka, nie byłoby nawet nad czym się zastanawiać, nawet jeśli nie trawisz laktozy (laktaza zanika już w momencie zakończenia karmienia mlekiem matki), przecież nic się nie stanie. Jednorazowo, sporadycznie, może nie. Stawiając zamiast trucizny wodę, wielu wypije mleko. “Wodę piją zwierzęta”, popularny argument, który zbija mnie z nóg. Bo jeśli nie ssakami, zwierzętami składającymi się w większości z wody – to czym są nasze ciała? Świadomość ludzi rośnie, ale większość wciąż wierzy, że mleko ma pozytywny wpływ na zdrowie. Tworzone są nawet, pod silnym naciskiem koncernów mleczarskich ogólnopolskie kampanie – jak pij mleko, będziesz wielki. Góra pieniędzy. Znani sportowcy, uśmiechnięte twarze. Podaje się je w szkołach (jakże lukratywne to kontrakty!), gdzie sprzedaje się często inne śmieciowe jedzenie. Dentyści, dietetycy i lekarze zacierają ręce. A teraz dochodzą jeszcze firmy ubezpieczeniowe (o czym tutaj).
Nie jest tajemnicą, że spożywanie mleka odwapnia kości. Wiemy też, że z mlekiem, które co ciekawe dostarczamy jako jedyny gatunek od innego gatunku (hormony i skład mleka krowy pasuje cielakowi, nie świni, koniom czy człowiekowi), przenoszone są antybiotyki, hormony, ropa i toksyny dojonej przemysłowo “mleczki”. To wszystko wpływa negatywnie na organizm ludzki. Długofalowe przyjmowanie takiej mieszanki niestety, ale musi się źle skończyć. A zaczyna się również nieciekawie – rozregulowana gospodarka hormonalna dzieci, problemy z trawieniem, przedwczesne dojrzewanie, alergie itd. to nie jest tylko “znak czasów”.
To zwyczajny brak wiedzy rodziców i głupota społeczeństwa.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.