GreenCorner (GC) – ekologiczny, całoroczny warzywniak

Koncepcja ogrodu we wnętrzach istnieje od dawna. W tym roku zdecydowałem się zrealizować wariant… warzywny. GreenCorner czyli warzywniak w domu.

Powodów jest wiele. Jakość żywności w marketach, nawet na bazarkach. Wciąż rzadkością są warzywa/owoce ekologiczne. I choć pojawiają się półki z takim jedzeniem i są coraz lepiej wyposażone, jest to głównie żywność mocno przetworzona, stacjonarnie – często droga.
A ja chciałem świeżych, ekologicznych warzyw z “domowego ogródka”. Najlepiej przez cały rok. Nawet Biobazar jest zależny od sezonu, jeśli chodzi o dostępność świeżych warzyw.
A w ciągu roku jest wiele miesięcy z utrudnionym dostępem do warzyw – witamin i minerałów koniecznych do poprawnego funkcjonowania organizmu. Pamiętam, że gdy żywiłem się jeszcze “tradycyjnie”, zima, wiosna i część lata to były miesiące spod znaku nabiału. A jesień i wiosna – infekcji. Na śniadanie płatki na mleku, później kanapki z serami, twarogi, mięso, jajecznice, itd. Najprostsza droga do problemów – miażdżycy, alzheimera, raka, osteoporozy itp. Późnym latem i jesienią pojawiały się warzywa i owoce od działki Dziadka. Natomiast te z marketów, w ogromnej większości nigdy mi specjalnie nie smakowały. O ich jakości nie wspominam.

Wniosek? Własny ogród warzywny 365 dni w roku. Pewność, że sezon, warunki atmosferyczne, szkodniki, kwaśne deszcze, licha gleba czy złe nawozy lub dodatki nie zniszczą mi pożywienia. Pełna kontrola nad tym, czym warzywa są podlewane, czy nawóz to wormhumus z organicznego (i ekologicznego) kompostownika oraz ilością światła o odpowiednim widmie, świecącym wystarczająco długo.

Zacząłem się zastanawiać: Jak to zrobić w mieście?

W jednym zdaniu – zajmując mało / nie używaną przestrzeń domu / mieszkania, obliczam parametry konstrukcji, w której instaluję lampy, wentylację, doniczki z wysokiej jakości ziemią i… sadzę warzywa.
Proste! Tak, teoretycznie. Od początku pojawiało się wiele pytań – na które mogłem odpowiedzieć jedynie tworząc taką konstrukcję.
Konstruując prototyp byłem tak pochłonięty, że kompletnie zapomniałem o dokumentacji fotograficznej. Ale po wysianiu pierwszych warzyw, wszystko stało się jasne. To działa. Były oczywiście problemy, a największy dotyczył ziemi. Zaufałem opisowi z ogłoszenia na Gumtree i kupiłem “czarnoziem” od nieznanego sprzedawcy. Wszystko rosło bardzo słabo! Krzaki pomidora w ogóle nie chciały piąć się w górę a sałata wyglądała na karłowatą. Dopiero po wymieszaniu tej ziemi z wyprodukowanym w kompostowniku z organicznych odpadków wormhumusem rośliny wystrzeliły! Spodziewam się, że lepsza ziemia, precyzyjnie dobrana parametrami pod określone gatunki jeszcze mocniej zmieni zachowanie warzyw.
Oczywiście są już dowody – zamieszczam zdjęcia na dole. Nie są to powalające kadry, ale to czysta dokumentacja, dowód na to, że każdy może mieć w mieszkaniu własny ogród i czyste, wyjątkowo smaczne warzywa dowolnej odmiany.

Świeże, organiczne, osłonięte od szkodliwych warunków atmosferycznych sałaty, wschodzące ogórki, ogórecznik, rzodkiew, bakłażan, rosnące lepiej niż w przydomowym ogródku i w sezonie krzaki pomidorów, zioła – wszystko, gdy za oknem spadł pierwszy śnieg!
Pierwsze świeże pomidory powinny pojawić się na stole już w styczniu.

Mój prototyp ma 190cm szerokości na 80cm głębokości. Wysokość – 204cm. Podzielony jest na dwie części – wegetacyjną i kwitnienia. Oczywiście im większa powierzchnia, tym lepiej – zmieści się więcej warzyw! Wymaga wtedy więcej światła i powietrza, ale w każdym mieszkaniu czy domu znajdzie się powierzchnia niemal nieużywana, jakiś kąt obok szafy, część piwnicy czy strychu. A własne warzywa to wyjątkowy luksus.
Warunki nie są wygórowane – w nocy temperatura nie może spać zbyt nisko (ok 8st. C), potrzebne jest gniazdko i możliwość podlewania.
Co otrzymujemy w zamian?

1. Warzywa. To jasne, ale warto raz jeszcze podkreślić – własne, w pełni ekologiczne, uprawiane w kontrolowanym i optymalnym środowisku warzywa bez niepotrzebnych, chemicznych dodatków. Brzmi jak marzenie? Plus, przekłada się to bezpośrednio na zdrowie – zima, wiosna i część lata to czas bez lub z utrudnionym dostępem do witamin i minerałów z warzyw.

2. Tlen. Rośliny zużywają dwutlenek węgla, który jest produktem ubocznym oddychania, zamieniając go w procesie fotosyntezy w energię, dzięki której rosną. Produktem ubocznym tego procesu jest tlen. Wzrost jakości powietrza gwarantowany. Wymiana dzień – noc pozostawia korzystny dla człowieka bilans, więc… warto.

3. Wilgotność powietrza. Podczas uprawy, przy regularnym podlewaniu wzrasta wilgotność powietrza. Do ok. 60% w szafie, co przekłada się na ok 50 – 55% w pomieszczeniu. W pomieszczeniu obok, z kominkiem, przy otwartych drzwiach mam ok. 50% wilgotności. Zimą włączałem zazwyczaj nawilżacze powietrza, stawiając szafę w nieużywanym rogu sypialni, nie mam już takiej potrzeby.

4. Temperatura. Ze względu na wydzielane przez lampę ciepło, temperatura w pomieszczeniu również minimalnie się podnosi.

5. Zapach. Krzaki pomidora, zioła – pachną pięknie, intensywnie.

6. Niesamowita frajda. Mogę być ogrodnikiem w domu, rozmawiać z roślinami, obserwować ich wzrost (walor edukacyjny), uczyć się ich potrzeb i obserwować reakcje na zmiany, jakie wprowadzam.

Na zamówienie zaprojektuję i zbuduję GreenCorner. Dostosowując go do powierzchni pomieszczenia, uwzględniając jego charakterystykę i możliwości. Pomogę dobrać nasiona itp.

Dodaj komentarz